Wczesną jesienią nazbieraliśmy trochę aronii i winogron, które
przeznaczyliśmy na własne nalewki. Nie ma nic lepszego na rozgrzanie po
całym dniu na snakach jak własnej roboty nalewka ;)
Kosztuje to trochę czasu, ale za to jaka satysfakcja! No i nie jest to bardzo skomplikowane ;) najgorsze było zbieranie owoców :P
Brat zebrał wiadro aronii a my zajęliśmy się winogronem. Jedno i drugie wylądowało na 2-3 miesiące zasypane cukrem (odpowiednio 3kg z aronią, 2kg z winogronem) w butlach na wino. Ważne, aby nie myć winogron z ich szarego nalotu, gdyż zawierają naturalne drożdże!
Kosztuje to trochę czasu, ale za to jaka satysfakcja! No i nie jest to bardzo skomplikowane ;) najgorsze było zbieranie owoców :P
Brat zebrał wiadro aronii a my zajęliśmy się winogronem. Jedno i drugie wylądowało na 2-3 miesiące zasypane cukrem (odpowiednio 3kg z aronią, 2kg z winogronem) w butlach na wino. Ważne, aby nie myć winogron z ich szarego nalotu, gdyż zawierają naturalne drożdże!
Po 2-3miesięcznym leżakowaniu w ciepłym miejscu trzeba było wszystko przelać przez gęste sitko, aby pozbyć się owoców i miąższu. Do tak przelanego "winka" dodaliśmy po 0,7l spirytusu, wymieszaliśmy i przelaliśmy do pustych butelek. Teraz opisane butelki leżą w piwnicy i czekają na odpowiednio zimne kuligi ;)
Tak prezentowała się nasza nalewka aroniowa:
A tak winogronowa:
Tym razem NA ZDROWIE!!!
też zrywałam tę aronię! i Ania :D
OdpowiedzUsuń